annagrodzka blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: transseksualizm

ZWYCIĘŻYLIŚMY

31 komentarzy

Kochani,

Już zwyciężyliśmy! W trakcie tej kampanii i w ciągu ostatnich
lat doznałam tyle dobrego, doświadczałam tak wiele pomocy i słów wsparcia od
niezliczonych przyjaciół, ile nie udało mi się przeżyć i doświadczyć przez całe
moje życie. Wspólnie zabiegamy o nowoczesną i sprawiedliwą Polskę. O Polskę
ludzi różnych, a równych, o nasze dobre miejsce na ziemi.

Zwyciężyliśmy naszą solidarnością, determinacją, dobrymi
uczuciami, jakie przeżywamy i siłą, jaką okazaliśmy. Zmieniamy świat wokół nas.

Wierzę, że osiągniemy sukces wyborczy – że ludzie, którzy w
ostatnim czasie (podobnie jak przez wiele ostatnich lat) walczyli o realizację
naszych wspólnych wartości, a teraz obecni na różnych listach wyborczych,
uzyskają w tych wyborach mandat parlamentarny.

To będzie przełom. Uzyskamy dzięki temu nowe możliwości
działania, aby zmieniać Polskę.

Ale nawet jeśli nie wszystkim się to uda, to i tak JUŻ
ZWYCIEŻYLIŚMY. My wszyscy!!!

 

Dziękuję tym wszystkim, od których słyszałam słowa wsparcia,
a przede tym,  którzy mieli możliwość
pomóc mi swoją pracą i wsparciem finansowym dla mojej kampanii.

 

Dziękuję tym wszystkim, którzy pójdą w niedzielę zagłosować
na kogokolwiek z nas – ludzi, dla których świat wolnych i równych ludzi stanowi
wartość, o którą zabiegamy.

Dziękuję Wam.

 

To ostatnia chwila, żeby zmobilizować wszystkich do
głosowania.

A więc proszę głosujcie w niedzielę zgodnie ze swym
sumieniem i przekonaniem. Zaapelujcie do swoich przyjaciół. Wierzę, że nie
zapomnicie także o mnie.

Ania Grodzka

„-
Pani wspiera kobiety z lewa i z prawa, bo te z list SLD i PO, i Ruchu
Palikota.
- Tak jest. I panią Annę Grodzką, transseksualistkę.
Bo jest świetną osobą, spotkałam się z nią, porozmawiałyśmy.
Nie możemy głowy chować w piasek i udawać, że tego typu
problemów nie ma
„.
Jolanta
Kwaśniewska
- Gazeta Wyborcza – 23.09.2011

„Grodzka,
która zapowiada w Sejmie walkę o uchwalenie ustawy o związkach
partnerskich i która będzie się też zajmować uświadomieniem
Polakom, jak bardzo jesteśmy różnorodni, ma niemałe doświadczenie
własne, a przede wszystkim wielką odwagę i silną osobowość.”
                                                                                            

Magdalena
Środa
- Gazeta Wyborcza 21.09.2011

„Sam
Palikot jest bardzo istotny w tym ruchu, Anna Grodzka jest zaś
przykładem tego czym ten jego ruch mógłby być”.(…) „Ofertą
Palikota może być także pewna zmiana kulturowa – jej symbolem jest
chociażby wystawienie na „jedynce” RP w Krakowie” Anny
Grodzkiej, założycielki i szefowej fundacji Trans-Fuzja, która
zmieniła płeć. – Ta reforma kulturowa potrzebna jest w Polsce”

Jacek
Żakowski
TOK FM – 19.09.2011

„Ania Grodzka,
która stratuje z listy Palikota, my się znamy bardzo dawno, jeszcze
od studiów. Prosiła mnie o wsparcie. Ja takiego wsparcia, przez to,
że jest to naprawdę wspaniała osoba o niezwykłej odwadze…
udzielam”

Ryszard
Kalisz
- TOK – 28.09.2011

Kiedy byłam
mała – byłam chłopcem.

Tak mi mówiła mama. Tak mówiły mi moje
duże okrągłe oczy, z przerażeniem wpatrzone w wiszące w
przedpokoju lustro. Tak mówiła mi pani Jadzia, która codziennie
wypijała z mamą herbatkę za herbatką, a także mała Ewa z
sąsiedztwa. Nawet Marta, której zazdrościłam jasnego jak len
warkocza, też tak mówiła. Wtedy płakałam. A więc, czy byłam
chłopcem? Byłam chłopcem!







Kiedy byłam mała – byłam
dziwnym chłopcem. Moja mama wiedziała – że dziwnym. Załamywała
ręce kupując mi wypłakaną w sklepie skakankę. Kochała mnie
nawet bardziej niż Święty Mikołaj, którego prosiłam w liście o
lalkę, a przyniósł mi pod choinkę hokejowe łyżwy i kilka
ołowianych żołnierzyków.



Kiedy byłam
mała – nie wiedziałam, że jestem szczęśliwa. Że kochałam i
byłam kochana. Tego dowiedziałam się potem.

Kiedy nadeszło „potem”, a ja nadal byłam mała, ale już nie tak mała, jak
przedtem – zrozumiałam, że jest mnie dwoje! Już nie było tak
szczęśliwie, jak przedtem, bo każde małe szczęście dzieliłam
na dwa. To było w szkole. Siedziałam wtedy w ostatniej ławce.
Sama, bo jak mówili: „w klasie jest nas nie do pary” i że „byłam najwyższa”.
Siedziałam sama. Mogłam więc wiele
myśleć, a jeszcze więcej marzyć i pragnąć. To co, że nikt nie
chciał dziewczynki takiej, jak ja, ani chłopca, takiego dziwnego.
Kiedy mazgaiłam się wyznając, że jestem i chcę być Nią,
niektórzy zaczynali mówić do mnie coś bardzo głośno, a inni
uśmiechali się do mnie smutno i pobłażliwie. Bolało. Przecież
mieli jednak rację! Przestałam tak „głupio gadać”. Od tej
pory, nie byłam już tak całkiem sama – było mnie dwoje: On, dla
innych, a Ja dla siebie. Od tej pory, mimo że mogłam kochać, nikt
nie mógł pokochać mnie. Miałam łeb zakuty w czapkę niewidkę.

W
ciemnym zakątku szafy mieszały się z kurzem moje skarby i dozgonne
tajemnice. Pamiętnik pełen uczuć i zapachów, zdobiony szlaczkiem
z wklejanych kwiatków, zdjęcia jakiejś królewny i jakiegoś
księcia, para pończoch z oczkiem, a także szminka, która gdzieś
potoczyła się i zginęła mamie. A w szkole, uczono mnie być
chłopcem. Och, jak bardzo nie lubiłam szkoły. Termometr, zbliżany
do rozgrzanej żarówki, pozwalał mi czasem zostać w domu i być
Anią. Razem z tymi wszystkimi skarbami, w ciemnym zakątku szafy
utrwaliła swoją przy mnie obecność, zazdrość. Och! Jakże
zazdrościłam dziewczętom, że sobie tak zwyczajnie były. A ja …?
Nie było mnie prawie wcale – rozczulałam się nad sobą jak głupia
i płakałam.

Tęskniłam do miłości. Mama kupiła mi
adapter Bambino. Ewa przychodziła do mnie słuchać płyt.
Puszczałam jej w kółko Beatlesów. Jej rodzice niebawem też
kupili adapter. Zdobyła skądś i powiesiła na ścianie swojego
pokoju plakat z Beatlesami. Przestała mnie odwiedzać. Potem
zobaczyłam, że twarz Lennona ozdobiła ramką czerwonego serca.
Ech! Marta zwierzyła mi się ze swojej „wielkiej miłości”.
Opowiadała o Marku wtulając raz po raz swoją śliczną buzię w
jego zdjęcie. Nawet nie wiecie, jak on cudownie dośrodkował piłkę.
Mistrz! Któregoś dnia zauważyłam, że obrastałam na nogach
włosem. Zwymiotowałam! Kochałam Martę. Przypięłam pinezkami jej
warkocz do swojej ławki, zanim została poproszona do tablicy.
Nienawidziłam piłki nożnej i Marka. Nienawidziłam wszystkich
facetów, a przede wszystkim siebie. „Jestem Anią” powtarzałam
cicho, wpłakując słowa w poduszkę – czy ktoś o tym
wie?!

Weszłam na stół. Tylko tak mogło mi się udać
sięgnąć po położoną przez mamę na szczycie regału książkę
o intrygującym tytule: „Seksuologia”. Taaak… czytałam! Nie
jestem zoofilem, koprofilem, sakrofilem. Hm. Jestem chyba
transwestytą… W dobrych radzieckich szpitalach, leczono to
lobotomią – przecięciem połączenia lewej i prawej półkuli mózgu
- lub prądem. Postanowiłam sama zabić w sobie Anię. Bardzo długo
umierałam.

Kiedy zostałam mężczyzną, byłam ładnym
chłopcem. Rozsiewałam nuty poezji, delikatne ciepło i smutek. Ta
dziewczyna dostrzegła to i doceniła. A ja? Jakże nie miałam nie
zauważyć całej tony kobiecego uroku, piękna i pobłyskującej
ponętnie inteligencji Śnieżynki. Zakochałam się. W
przytuleniach, uściskach rąk i gorących słowach, rozpływałyśmy
się. Unosiłyśmy się nad ziemią do tego stopnia, że dla niej i
dla mnie ciekawość ciała prawie nie miała znaczenia. To była
śliczna biała miłość. Dawałyśmy sobie czułość zamiast seksu
i miłosną przyjaźń. Mogłam kochać ją całą sobą. On, we
mnie, był jej księciem. A ja – Ania, bardzo kochałam, ale nie
mogłam nawet marzyć o jej miłości. Dla niej, nie było mnie –
nie wiedziała, że jestem.

Z wielkiego świata, z kosmosu,
pojawiło się nowe dla mnie słowo: transseksualizm.
Pomyłka
natury. Kobieta w męskim ciele. Eureka, euforia, szaleństwo! Jedno
słowo przewróciło mój świat, niebem do ziemi. Dowiedziałam się,
że moje marzenie może stać się rzeczywistością. Tak! Jestem
transseksualistką i mogę „się leczyć” – mogę zostać
kobietą. Tak orzekli lekarze. Teraz będę mogła żyć, oddychać,
być. Nie jestem zbokiem! Mam prawo do światła i przestrzeni! Mogę
nie tylko kochać, ale i być kochana. Ja! Taka, jaką jestem. Mogę
…? Czy mogę? Czy mogę być sobą? Tak bardzo tego chciałam – być
sobą! Ale ja, to także wszystkie moje relacje ze światem – moja
miłość, moje zobowiązania, moje lęki i fobie.

Jednak
teraz kiedy stałam się sobą – Anią, jestem wolna od własnych
zwątpień i lęków. Prysły. A więc były ze świata, który
zostawiłam za sobą. Odpięłam kotwice i z ulgą zostawiłam je w
mule. Płynę, dryfuję, staram się postawić żagle. Dokąd? Nie
wiem! Ale wiem, że płynę własnym kursem. Nie da się wszak
przeżyć szczęśliwie życia „nie własnego”.


  • RSS