Przepychanki wyborcze między PO a PIS
może byłyby śmieszne, gdyby nie to, że niosą tragiczne skutki.
Można odnieść wrażenie, że nasza klasa polityczna nie rozumie
albo nie chce zrozumieć współczesnej rzeczywistości. Tymczasem
rozumienie procesów społecznych i ekonomicznych dzisiejszego świata
jest kluczem do zrozumienia polskiej rzeczywistości. Główni aktorzy sceny politycznej na naszych oczach odgrywają
spektakl – żenujące teatrum dla maluczkich. Nie będzie dialogu –
nie będzie naprawy.


Kryzys finansowy dopiero się zaczął.
To nie wróżba – to konsekwencja faktów. Będzie trwał i
pogłębiał się, gdyż jest nie tylko skutkiem „błędnej
polityki finansowej”, produkcją bańki finansowej – papierowego
pieniądza bez pokrycia – ale też skutkiem obowiązującej w
ponowoczesnym świecie doktryny ekonomiczno-politycznej. W sieci
zglobalizowanego rynku światowego nie można zidentyfikować węzłów
władzy. Nie są już nimi centra finansowe Stanów Zjednoczonych czy
instytucje europejskie. Nie są jeszcze nimi potężne państwa,
takie jak Chiny, czy nawet międzynarodowe korporacje. Władza
oderwała się od rządów państw, a nawet, co wydaje się
paradoksalne, od zarządów banków. Oderwała się od polityki,
oderwała w ten sposób od społeczeństw i od człowieka.
Uwolniliśmy Dżina z Lampy Alladyna. Puszka Pandory jest otwarta.
Rządzi nami chciwość, jeden z najgorszych ludzkich instynktów.
Chciwość jako wartość, chciwość jako usankcjonowana zasada.
Chciwość w płaszczu ekonomicznej doktryny. Pieniądz – władza bez
oblicza, odpowiedzialności i moralności.



Dziś rządzi światem zglobalizowana
sieć kapitału. Trzeba tę prawdę dostrzec, by zyskać szansę.
Trzeba pokory wobec faktów, a nie wobec pieniądza, by zacząć
rozmawiać. Szansą świata jest podjęcie procesu zmiany systemu
ekonomiczno-społecznego i naprawa demokracji. Przede wszystkim
poprzez egalitaryzujące reformy w sferze podziału dóbr i
ucywilizowania procesów finansowych. Demokratycznie wybierane władze
muszą odzyskać nad nimi kontrolę. Zmiana zasad.



Nasza, w znacznej
mierze skorumpowana, klasa polityczna usiłuje pazurami utrzymać się
przy władzy nie dla naprawy systemu, ale dla czerpania z niego
korzyści.
Nie mają pomysłu na Polskę. Stawiają nasz
statek bokiem do fali zamiast płynąć pod wiatr. Polska ma szansę
nie wlec się, jak to często bywa, w ogonie zmian. Mamy szansę nie
ponieść tragicznych skutków społecznych niepokojów, czy powiem
wprost: przelewu krwi. Obecny potencjalnie w demokracji, bo obecny w
nas, humanizm i społeczna solidarność, może być sposobem na
naprawę, odzyskanie władzy nad procesami destrukcji. Niezbędna
jest taka reforma systemu demokracji we wszystkich jej przejawach (od
systemu przedstawicielskiego po zasady realizacji informacji
publicznej) aby władza odzyskała swoją społeczną legitymizację,
oraz podjęcie działań uniezależniających państwo od niektórych
globalnych, destrukcyjnych procesów ekonomicznych.



Społeczna frustracja narasta także w
Polsce. Jej źródłem jest niedola i bieda obejmująca coraz
liczniejsze grupy społeczne, a także nierówność praw. Ale nie
tylko pozostawiająca wiele do życzenia jakość życia, ale przede
wszystkim brak szans. Przede wszystkim brak szans ludzi młodych na
uzyskanie godziwie opłacanej pracy i emerytów na przeżycie godnie
swojego życia. Sytuacja ta wymaga reformy zasad podziału dochodu
narodowego a także reformy funkcji, a raczej braku funkcji, państwa.
Ludzie mają coraz mniej osobistych szans i coraz mniej politycznego
wyboru. Buntują się lub czują potrzebę zmiany. Przejawy tej
frustracji w łagodnej formie widzieliśmy na placach Hiszpanii,
widzimy w Tel Awiwie, obserwowaliśmy także brutalne incydenty w
Anglii i Grecji. Czy czeka nas to w Polsce? Prawdopodobnie tak. To
początek postępującego w świecie procesu zmiany sposobu
sprawowania władzy, zmiany systemu polityczno-ekonomicznego.
Sfrustrowani angielscy „chuligani” to harcownicy zwiastujący,
mówiąc słowami Wallersteina, „koniec świata, jaki znamy”.
Jednak ten świat nie musi spłynąć krwią. W naszym kraju
dokonaliśmy rewolucji okrągłego stołu – teraz postawmy na
polityczny merytoryczny dialog.



Musimy przeciwdziałać ludzkiej
frustracji. Zreformować system społeczno ekonomiczny w taki sposób,
by władza wróciła do demokratycznie wybieranych przedstawicielstw.
Możemy i musimy uruchomić potężne społeczne rezerwy tkwiące w
niegłosującej większości.



Wybieramy parlament na bardzo trudny
czas. Ale na listach wyborczych mainsreamowych partii nie dostrzegam
Josepha Stiglitza, Zygmunta Baumana ani Edwina Benedyka czy Magdaleny
Środy i Wiktora Osiatyńskiego, ale także nie widzę ludzi, którzy
chcieliby się od nich uczyć. Politycy głównych sił politycznych
w Polsce, wbrew pozorom bardzo podobni do siebie, poruszają się jak
w karuzeli w kręgu coraz bardziej ograniczonej świadomości i w
wielu przypadkach już nie reprezentują większości społeczeństwa.
Utracili jego legitymację. W zacietrzewionej walce o własną
pozycję polityczną zachowują się jak głuszce. Nie dostrzegają
szansy dla Polski, jaka zawarta jest w szerokim społecznym dialogu.
Budują fosę wokół swej twierdzy, nie godząc się na żadne nowe
towarzystwo na własnej imprezie. Wybierajmy zgodnie z własnymi
przekonaniami i sumieniem – zagłosujmy wreszcie nie „przeciw”
czemuś, a „za”. Za różnorodną, egalitarną Polską, za Polską
szans dla wszystkich
.