annagrodzka blog

Twój nowy blog

„Transseksualistka
chce naprawiać demokrację.”

„Pani
Aniu…. Po co Pani ta polityka…?!”

Kandydaci
w wyborach najczęściej zastanawiają się co warto obiecać. W jaki „uderzyć
target”. Jeśli ich celem jest mandat poselski, to postępują mądrze i
racjonalnie. Ja mam gdzieś P.R. Mandat poselski jest dla mnie tylko środkiem do
celu, narzędziem, mam nadzieję, jeszcze skuteczniejszej pracy dla spraw, o
jakie od lat walczę.

Ci,
którzy mnie znają, wiedzą, o jaką Polskę zabiegam, o jaką politykę i jaki
świat. Tym, którzy mnie nie znają, chcę tutaj powiedzieć, co jest dla mnie
ważne, jakich wartości NIGDY nie zdradzę.  Chcę powiedzieć, o co będę w
Sejmie (jeśli mnie wybierzecie) zabiegać, na miarę moich sił, zdrowia i
możliwości, o co dbać, a jeśli będzie trzeba – walczyć.

Jestem
„dużą dziewczynką” ;-). Moje siwe, skryte pod farbą, włosy, moje doświadczenie
polityczne, doświadczenie w pracy społecznej i szacunek dla drugiego człowieka,
nie pozwalają mi robić Wam z mózgu wody. Nie obiecuję rozdawnictwa wirtualnych
dóbr, konkretnie brzmiących ustaw, szczęścia i dobrobytu. Takich obietnic nikt
nie jest w stanie spełnić.

Jednak,
z całym przekonaniem mogę powiedzieć że obiecuję Wam rzetelną pracę dla
realizacji wartości jakie uważam za swoje. Mogę to zrobić bez strachu – bo
wartości te są częścią mnie. Jeśli okaże się, że te wartości są i Wam bliskie,
jeśli mi zaufacie, to uzyskam mandat poselski – Wy go uzyskacie. Jeśli nie, to
znaczy, że jeszcze nie przyszedł na to czas, a ja będę dalej kontynuowała to,
co do tej pory robię w organizacjach pozarządowych.

Moim
absolutnym priorytetem jest zmaganie się z nierównością wobec prawa, zmaganie
się
z obecnością w prawie i w obyczaju ksenofobii, homofobii,
transfobii, antysemityzmu, dyskryminacji
we wszystkich jej jawnych i
ukrytych przejawach.

Równość
nic nie kosztuje
– przeciwnie, przynosi wymierne korzyści. Pełna równość
wszystkich wobec prawa to równość szans, wyzwolenie pełnej społecznej
energii i kreatywności – to społeczeństwo ludzi różnych, a równych. Aż dziwne,
że ma tylu wrogów. Prawdziwa równość nie zawsze oznacza identyczność praw.
Równość dla osoby na wózku inwalidzkim oznacza równy dostęp do obiektów
budowlanych, a więc podjazdy obok schodów, dla niewidomego teksty w wersjach
dźwiękowych i alfabet dotykowy, a dla prawdziwej równości kobiet wobec mężczyzn
niezbędne są specjalne prawa rekompensujące utratę części ich zawodowych i
społecznych szans związanych z macierzyństwem. Taka równość staje się
rzeczywista.

Granicą
wolności każdego człowieka powinna być tylko krzywda innych ludzi. O wolność
trzeba zabiegać
. Państwo nie może ograniczać osobistych wolności – powinno
być ich gwarantem. Natomiast musi zdecydowanie i radykalnie zwalczać „wolność”
do nienawiści, i wszelkich przejawów agresji wobec innych ludzi, podobnie jak
czyni to w stosunku do przestępstw kryminalnych.

Brak
równości, poczucie niesprawiedliwości oraz brak realnych szans na zmianę czy
poprawę własnego życia, niesie frustrację i wynikającą z niej agresję lub
zniechęcenie a czasem rozpacz. Teraz już król jest nagi. Widać gołym okiem, że
równości i wolności nie zapewni nam demokracja w takim kształcie jaka ją znamy
w Polsce i nie tylko w Polsce. Demokracja nie może stawać się dyktaturą
większości. Wszyscy obywatele powinni mieć w Sejmie swoich reprezentantów politycznych,
a tak od lat już nie jest. Panowie, którzy bronią się w twierdzy na Wiejskiej,
nie dostrzegają już potrzeb znacznej części społeczeństwa. Mają gdzieś równość,
szczególnie w okresach pomiędzy kampaniami wyborczymi. Władza w znacznym
stopniu wyalienowała się. System prawny, który powoduje kryzys demokracji
trzeba zmienić. Partie polityczne nie mogą być finansowane z budżetu. Niech
każdy obywatel ma prawo odpisać procent swoich dochodów na wybraną przez siebie
partię polityczną. Niech racje polityczne wyrażają się raczej w politycznej
debacie i informacji, a nie poprzez kosztowne i ogłupiające bilbordy i
tabloidalne komunikaty medialne.

Nie
może być zgody na
atrofię chroniących pracowników praw – śmieciowe umowy o
pracę, bezpłatne staże, głodową płacę minimalną.
Nie może być zgody na
nieograniczoną dominację w gospodarce wielkich korporacji zamykających
praktycznie drogę rozwoju drobnej przedsiębiorczości, hipokryzję polityków,
którzy od wielu lat w kampaniach wyborczych obiecują preferencje dla drobnej
przedsiębiorczości, ani na wszechobecną korupcję polityków. To unicestwia
ludzkie szanse, powoduje materialne zubożenie społeczeństw i frustrację, która
jest źródłem agresji i rozpaczy.

W
czasie wielkiej spontanicznej demonstracji obywateli, którzy skrzyknęli się za
pomocą internetu pod siedzibą Prezydenta, aby sprzeciwić się zawłaszczaniu
przestrzeni publicznej przez „zwolenników krzyża”, dostrzegłam transparent:
„Precz z krzyżacką okupacją”. To radykalny wyraz narastającej frustracji i
buntu. Konsekwentna polityka klerykalizacji państwa, prowadzona przez
rządzących Polską od 20 lat tych samych ludzi, doprowadziła do tego, że wszyscy
płacimy daninę, na którą nie wszyscy się godzimy. Polityka ta nie ma nic
wspólnego z polityką równości. Redukuje obywatelskie prawa osobom inaczej
wierzącym, niewierzącym, a nawet umniejsza społeczne szanse samych katolików.
Nie ma żadnego powodu, żeby kościoły finansowane były z budżetu państwa. Mogą
zdobywać fundusze, podobnie jak organizacje pozarządowe, od tych obywateli,
którzy chcą powierzyć im własne pieniądze oraz z funduszy celowych. Nie ma
powodu, żeby kościół zastępował demokratyczne struktury państwa, wywierając
wpływ na kształtowanie prawa i zastępował edukację publiczną, wywierając wpływ
na wychowanie naszych dzieci. 

Potrzebne
jest wielkie panstwowe wsparcie dla kultury. Kultura jest najlepszym, najsilniejszym
krytykiem rzeczywistości i kreuje przyszłość. Jest tak ważna jak chleb i woda.
Bez niej społeczeństwa chorują. Politycy establishmentu boją się kultury.
Musimy nadać jej właściwą rangę. Wspierać ją. W tym celu musimy także zadbać o
publiczne media i reformować je.

No
i jeszcze…. chyba nie myślicie, że odpuszczę przekonywanie parlamentu do
przyjęcia dobrej ustawy o określaniu płci i ustawy o związkach partnerskich –
także jednopłciowych.

Jeśli
chcesz nadal żyć w takim państwie jakie widzisz, jeśli sądzisz, że polityka PO,
PSL i SLD (że, o panu prezesie Kaczyńskim z ekipą, nie wspomnę) jest słuszna,
zagłosuj z czystym sumieniem na nich – jeśli nie, daj mi szansę walczyć o inne
państwo w parlamencie. Wybierz ludzi, jakich skupił ruch Janusza Palikota.

Nie
obawiajcie się utraty głosu. Nie obawiaj się powrotu „czwartej
Rzeczypospolitej”.  Oni nie obejmą teraz władzy. Wyraźnie sami w to nie
wierzą. 

Obawiajcie
się utrwalenia politycznego stanu istniejącego. Ruch Palikota, „stety-niestety”
nie odbierze władzy establishmentowi. Nie damy rady. Ale za Waszą zgodą
wprowadzimy trochę mądrych i wrażliwych społecznie ludzi do parlamentu. Wasz
głos wreszcie MUSI BYĆ SŁYSZALNY.

W imieniu nieobecnych – Anna Grodzka

.

Przepychanki wyborcze między PO a PIS
może byłyby śmieszne, gdyby nie to, że niosą tragiczne skutki.
Można odnieść wrażenie, że nasza klasa polityczna nie rozumie
albo nie chce zrozumieć współczesnej rzeczywistości. Tymczasem
rozumienie procesów społecznych i ekonomicznych dzisiejszego świata
jest kluczem do zrozumienia polskiej rzeczywistości. Główni aktorzy sceny politycznej na naszych oczach odgrywają
spektakl – żenujące teatrum dla maluczkich. Nie będzie dialogu –
nie będzie naprawy.


Kryzys finansowy dopiero się zaczął.
To nie wróżba – to konsekwencja faktów. Będzie trwał i
pogłębiał się, gdyż jest nie tylko skutkiem „błędnej
polityki finansowej”, produkcją bańki finansowej – papierowego
pieniądza bez pokrycia – ale też skutkiem obowiązującej w
ponowoczesnym świecie doktryny ekonomiczno-politycznej. W sieci
zglobalizowanego rynku światowego nie można zidentyfikować węzłów
władzy. Nie są już nimi centra finansowe Stanów Zjednoczonych czy
instytucje europejskie. Nie są jeszcze nimi potężne państwa,
takie jak Chiny, czy nawet międzynarodowe korporacje. Władza
oderwała się od rządów państw, a nawet, co wydaje się
paradoksalne, od zarządów banków. Oderwała się od polityki,
oderwała w ten sposób od społeczeństw i od człowieka.
Uwolniliśmy Dżina z Lampy Alladyna. Puszka Pandory jest otwarta.
Rządzi nami chciwość, jeden z najgorszych ludzkich instynktów.
Chciwość jako wartość, chciwość jako usankcjonowana zasada.
Chciwość w płaszczu ekonomicznej doktryny. Pieniądz – władza bez
oblicza, odpowiedzialności i moralności.



Dziś rządzi światem zglobalizowana
sieć kapitału. Trzeba tę prawdę dostrzec, by zyskać szansę.
Trzeba pokory wobec faktów, a nie wobec pieniądza, by zacząć
rozmawiać. Szansą świata jest podjęcie procesu zmiany systemu
ekonomiczno-społecznego i naprawa demokracji. Przede wszystkim
poprzez egalitaryzujące reformy w sferze podziału dóbr i
ucywilizowania procesów finansowych. Demokratycznie wybierane władze
muszą odzyskać nad nimi kontrolę. Zmiana zasad.



Nasza, w znacznej
mierze skorumpowana, klasa polityczna usiłuje pazurami utrzymać się
przy władzy nie dla naprawy systemu, ale dla czerpania z niego
korzyści.
Nie mają pomysłu na Polskę. Stawiają nasz
statek bokiem do fali zamiast płynąć pod wiatr. Polska ma szansę
nie wlec się, jak to często bywa, w ogonie zmian. Mamy szansę nie
ponieść tragicznych skutków społecznych niepokojów, czy powiem
wprost: przelewu krwi. Obecny potencjalnie w demokracji, bo obecny w
nas, humanizm i społeczna solidarność, może być sposobem na
naprawę, odzyskanie władzy nad procesami destrukcji. Niezbędna
jest taka reforma systemu demokracji we wszystkich jej przejawach (od
systemu przedstawicielskiego po zasady realizacji informacji
publicznej) aby władza odzyskała swoją społeczną legitymizację,
oraz podjęcie działań uniezależniających państwo od niektórych
globalnych, destrukcyjnych procesów ekonomicznych.



Społeczna frustracja narasta także w
Polsce. Jej źródłem jest niedola i bieda obejmująca coraz
liczniejsze grupy społeczne, a także nierówność praw. Ale nie
tylko pozostawiająca wiele do życzenia jakość życia, ale przede
wszystkim brak szans. Przede wszystkim brak szans ludzi młodych na
uzyskanie godziwie opłacanej pracy i emerytów na przeżycie godnie
swojego życia. Sytuacja ta wymaga reformy zasad podziału dochodu
narodowego a także reformy funkcji, a raczej braku funkcji, państwa.
Ludzie mają coraz mniej osobistych szans i coraz mniej politycznego
wyboru. Buntują się lub czują potrzebę zmiany. Przejawy tej
frustracji w łagodnej formie widzieliśmy na placach Hiszpanii,
widzimy w Tel Awiwie, obserwowaliśmy także brutalne incydenty w
Anglii i Grecji. Czy czeka nas to w Polsce? Prawdopodobnie tak. To
początek postępującego w świecie procesu zmiany sposobu
sprawowania władzy, zmiany systemu polityczno-ekonomicznego.
Sfrustrowani angielscy „chuligani” to harcownicy zwiastujący,
mówiąc słowami Wallersteina, „koniec świata, jaki znamy”.
Jednak ten świat nie musi spłynąć krwią. W naszym kraju
dokonaliśmy rewolucji okrągłego stołu – teraz postawmy na
polityczny merytoryczny dialog.



Musimy przeciwdziałać ludzkiej
frustracji. Zreformować system społeczno ekonomiczny w taki sposób,
by władza wróciła do demokratycznie wybieranych przedstawicielstw.
Możemy i musimy uruchomić potężne społeczne rezerwy tkwiące w
niegłosującej większości.



Wybieramy parlament na bardzo trudny
czas. Ale na listach wyborczych mainsreamowych partii nie dostrzegam
Josepha Stiglitza, Zygmunta Baumana ani Edwina Benedyka czy Magdaleny
Środy i Wiktora Osiatyńskiego, ale także nie widzę ludzi, którzy
chcieliby się od nich uczyć. Politycy głównych sił politycznych
w Polsce, wbrew pozorom bardzo podobni do siebie, poruszają się jak
w karuzeli w kręgu coraz bardziej ograniczonej świadomości i w
wielu przypadkach już nie reprezentują większości społeczeństwa.
Utracili jego legitymację. W zacietrzewionej walce o własną
pozycję polityczną zachowują się jak głuszce. Nie dostrzegają
szansy dla Polski, jaka zawarta jest w szerokim społecznym dialogu.
Budują fosę wokół swej twierdzy, nie godząc się na żadne nowe
towarzystwo na własnej imprezie. Wybierajmy zgodnie z własnymi
przekonaniami i sumieniem – zagłosujmy wreszcie nie „przeciw”
czemuś, a „za”. Za różnorodną, egalitarną Polską, za Polską
szans dla wszystkich
.

 

Dyskutujemy o debatach, jakby to dziś
był najważniejszy temat dyskusji politycznej. PO chciało debaty w mediach z PIS. PIS
chciał debatować na swoich warunkach, a najlepiej sam ze sobą.
Natomiast SLD dopuszczało debatę w gronie czterech partii
parlamentarnych. To dla mnie dowód, że nasza demokracja wymaga
naprawy. Ci panowie nie rozumieją, że demokracja, o jakiej marzy
polskie społeczeństwo, a także zwyczajna ludzka przyzwoitość
wymagają poważnego potraktowania wszystkich wyborców. Także tych
50% czy 60% wyborców, którzy do tej pory nie szli do urny, nie
mając realnego politycznego wyboru – własnej reprezentacji.

Nadzieja na zmianę jest w wolnych
mediach, dziennikarzach, ludziach, dla których bliska jest idea
rozwiniętej nowoczesnej demokracji. Demokracji – jako systemu
reprezentacji politycznej woli nie garstki, ale całego
społeczeństwa.

Zwracam się zatem teraz do was,
panowie posłowie. Demokracja to nie dyktatura większości
– a już na pewno nie wasza dyktatura. Rośnie sfera wykluczenia i
dyskryminacji. Wykluczenia z powodu biedy i nierówności.
Dyskryminacji odbywającej się w świetle uchwalanych przez was praw
oraz z powodu wyrzucenia części obywateli poza nawias życia
społecznego i polityki. 

Ale poza waszym kółkiem różańcowym
jest jeszcze inne życie, inny świat. Świat, którego nie znacie, o
którym nie chcecie nawet słyszeć. Świat ludzi, których umysły
są wolne od skutków nachalnej propagandy i socjotechniki, jaką z
lubością się posługujecie.

Już dość!

Skoro problemy ludzi przez was
wykluczanych, pomijanych, nieobecnych są – jak słyszę –
marginalne, to czemu boicie się podjąć rękawicę? Porozmawiać o
Polsce. Polsce takiej, jaka jest poza waszymi strzeżonymi
posiadłościami, biurami i Sejmem.

Chcecie rozmawiać sami ze sobą? Ale
to się tym razem już wam nie uda.

Domagam się dopuszczenia do debaty
również tych ugrupowań, które reprezentują połowę dotychczas
niegłosujących wyborców.

 

Kiedy byłam
mała – byłam chłopcem.

Tak mi mówiła mama. Tak mówiły mi moje
duże okrągłe oczy, z przerażeniem wpatrzone w wiszące w
przedpokoju lustro. Tak mówiła mi pani Jadzia, która codziennie
wypijała z mamą herbatkę za herbatką, a także mała Ewa z
sąsiedztwa. Nawet Marta, której zazdrościłam jasnego jak len
warkocza, też tak mówiła. Wtedy płakałam. A więc, czy byłam
chłopcem? Byłam chłopcem!







Kiedy byłam mała – byłam
dziwnym chłopcem. Moja mama wiedziała – że dziwnym. Załamywała
ręce kupując mi wypłakaną w sklepie skakankę. Kochała mnie
nawet bardziej niż Święty Mikołaj, którego prosiłam w liście o
lalkę, a przyniósł mi pod choinkę hokejowe łyżwy i kilka
ołowianych żołnierzyków.



Kiedy byłam
mała – nie wiedziałam, że jestem szczęśliwa. Że kochałam i
byłam kochana. Tego dowiedziałam się potem.

Kiedy nadeszło „potem”, a ja nadal byłam mała, ale już nie tak mała, jak
przedtem – zrozumiałam, że jest mnie dwoje! Już nie było tak
szczęśliwie, jak przedtem, bo każde małe szczęście dzieliłam
na dwa. To było w szkole. Siedziałam wtedy w ostatniej ławce.
Sama, bo jak mówili: „w klasie jest nas nie do pary” i że „byłam najwyższa”.
Siedziałam sama. Mogłam więc wiele
myśleć, a jeszcze więcej marzyć i pragnąć. To co, że nikt nie
chciał dziewczynki takiej, jak ja, ani chłopca, takiego dziwnego.
Kiedy mazgaiłam się wyznając, że jestem i chcę być Nią,
niektórzy zaczynali mówić do mnie coś bardzo głośno, a inni
uśmiechali się do mnie smutno i pobłażliwie. Bolało. Przecież
mieli jednak rację! Przestałam tak „głupio gadać”. Od tej
pory, nie byłam już tak całkiem sama – było mnie dwoje: On, dla
innych, a Ja dla siebie. Od tej pory, mimo że mogłam kochać, nikt
nie mógł pokochać mnie. Miałam łeb zakuty w czapkę niewidkę.

W
ciemnym zakątku szafy mieszały się z kurzem moje skarby i dozgonne
tajemnice. Pamiętnik pełen uczuć i zapachów, zdobiony szlaczkiem
z wklejanych kwiatków, zdjęcia jakiejś królewny i jakiegoś
księcia, para pończoch z oczkiem, a także szminka, która gdzieś
potoczyła się i zginęła mamie. A w szkole, uczono mnie być
chłopcem. Och, jak bardzo nie lubiłam szkoły. Termometr, zbliżany
do rozgrzanej żarówki, pozwalał mi czasem zostać w domu i być
Anią. Razem z tymi wszystkimi skarbami, w ciemnym zakątku szafy
utrwaliła swoją przy mnie obecność, zazdrość. Och! Jakże
zazdrościłam dziewczętom, że sobie tak zwyczajnie były. A ja …?
Nie było mnie prawie wcale – rozczulałam się nad sobą jak głupia
i płakałam.

Tęskniłam do miłości. Mama kupiła mi
adapter Bambino. Ewa przychodziła do mnie słuchać płyt.
Puszczałam jej w kółko Beatlesów. Jej rodzice niebawem też
kupili adapter. Zdobyła skądś i powiesiła na ścianie swojego
pokoju plakat z Beatlesami. Przestała mnie odwiedzać. Potem
zobaczyłam, że twarz Lennona ozdobiła ramką czerwonego serca.
Ech! Marta zwierzyła mi się ze swojej „wielkiej miłości”.
Opowiadała o Marku wtulając raz po raz swoją śliczną buzię w
jego zdjęcie. Nawet nie wiecie, jak on cudownie dośrodkował piłkę.
Mistrz! Któregoś dnia zauważyłam, że obrastałam na nogach
włosem. Zwymiotowałam! Kochałam Martę. Przypięłam pinezkami jej
warkocz do swojej ławki, zanim została poproszona do tablicy.
Nienawidziłam piłki nożnej i Marka. Nienawidziłam wszystkich
facetów, a przede wszystkim siebie. „Jestem Anią” powtarzałam
cicho, wpłakując słowa w poduszkę – czy ktoś o tym
wie?!

Weszłam na stół. Tylko tak mogło mi się udać
sięgnąć po położoną przez mamę na szczycie regału książkę
o intrygującym tytule: „Seksuologia”. Taaak… czytałam! Nie
jestem zoofilem, koprofilem, sakrofilem. Hm. Jestem chyba
transwestytą… W dobrych radzieckich szpitalach, leczono to
lobotomią – przecięciem połączenia lewej i prawej półkuli mózgu
- lub prądem. Postanowiłam sama zabić w sobie Anię. Bardzo długo
umierałam.

Kiedy zostałam mężczyzną, byłam ładnym
chłopcem. Rozsiewałam nuty poezji, delikatne ciepło i smutek. Ta
dziewczyna dostrzegła to i doceniła. A ja? Jakże nie miałam nie
zauważyć całej tony kobiecego uroku, piękna i pobłyskującej
ponętnie inteligencji Śnieżynki. Zakochałam się. W
przytuleniach, uściskach rąk i gorących słowach, rozpływałyśmy
się. Unosiłyśmy się nad ziemią do tego stopnia, że dla niej i
dla mnie ciekawość ciała prawie nie miała znaczenia. To była
śliczna biała miłość. Dawałyśmy sobie czułość zamiast seksu
i miłosną przyjaźń. Mogłam kochać ją całą sobą. On, we
mnie, był jej księciem. A ja – Ania, bardzo kochałam, ale nie
mogłam nawet marzyć o jej miłości. Dla niej, nie było mnie –
nie wiedziała, że jestem.

Z wielkiego świata, z kosmosu,
pojawiło się nowe dla mnie słowo: transseksualizm.
Pomyłka
natury. Kobieta w męskim ciele. Eureka, euforia, szaleństwo! Jedno
słowo przewróciło mój świat, niebem do ziemi. Dowiedziałam się,
że moje marzenie może stać się rzeczywistością. Tak! Jestem
transseksualistką i mogę „się leczyć” – mogę zostać
kobietą. Tak orzekli lekarze. Teraz będę mogła żyć, oddychać,
być. Nie jestem zbokiem! Mam prawo do światła i przestrzeni! Mogę
nie tylko kochać, ale i być kochana. Ja! Taka, jaką jestem. Mogę
…? Czy mogę? Czy mogę być sobą? Tak bardzo tego chciałam – być
sobą! Ale ja, to także wszystkie moje relacje ze światem – moja
miłość, moje zobowiązania, moje lęki i fobie.

Jednak
teraz kiedy stałam się sobą – Anią, jestem wolna od własnych
zwątpień i lęków. Prysły. A więc były ze świata, który
zostawiłam za sobą. Odpięłam kotwice i z ulgą zostawiłam je w
mule. Płynę, dryfuję, staram się postawić żagle. Dokąd? Nie
wiem! Ale wiem, że płynę własnym kursem. Nie da się wszak
przeżyć szczęśliwie życia „nie własnego”.

Opis filmu


Kamera towarzyszy Annie Grodzkiej, transseksualistce i
prezesce fundacji Transfuzja, w jednym z najważniejszych momentów jej
życia – prawnej zmianie płci.

Anna Grodzka urodziła się w ciele mężczyzny i przez kilkadziesiąt lat
próbowała tak żyć. Mężczyzna, którym była do 2009 roku, ożenił się,
został ojcem. Nie potrafił jednak w pełni cieszyć się życiem. Jako
dojrzały mężczyzna, ojciec dorosłego syna, postanowił rozpocząć
długotrwały proces zmiany płci. Ekipa towarzyszy Annie w ważnych
momentach jej drogi ku kobiecości – na sali sądowej, w klinice w
Bangkoku, gdzie przechodzi operację, ale też w zwykłych, codziennych
chwilach: gdy rozmawia z synem, robi zakupy, odwiedza fryzjera, pracuje w
fundacji. Anna jest otoczona ludźmi, którzy pomagają jej przejść przez
trudny proces zmiany.

Dokument produkcji HBO Central Europe wyreżyserował Sławomir Grünberg,
producent, reżyser i operator filmów dokumentalnych, absolwent łódzkiej
filmówki. W latach osiemdziesiątych wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Do
tej pory zrealizował ponad 40 filmów dokumentalnych, m. in. Borderline.
People versus Eunice Baker czy Fenceline: A Company Town Divided.
Grünberg jest laureatem prestiżowych nagród przyznawanych na festiwalach
w San Francisco czy Vermont. Za film School Prayer: A Community at War
został nagrodzony statuetką Emmy.

Muzykę do Trans-akcji skomponował
znany amerykański twórca Philip Glass, nominowany do Oscara za
kompozycje do filmu Kundun – życie Dalaj Lamy.

Drugim reżyserem i
montażystką filmu jest Katka Reszke.

Zdecydowałam się
na kandydowanie do Sejmu z list Ruchu Palikota w Krakowie, bo chcę,
aby głos ludzi wykluczonych i dyskryminowanych w polskim systemie
politycznym był słyszalny.

Całe swoje świadome życie
miałam przekonania lewicowe. Wiele lat byłam wyborcą SDRP, a potem
SLD. Ale nie tylko głosowałam na lewicę, ale również aktywnie
pracowałam dla partii nie zabiegając o partyjne funkcje. 












Robiłam to dopóki
byłam przekonana, że moja praca umacnia lewicowy punkt widzenia i
lewicowe wartości. Nie zmieniłam przekonań i nigdy nie zmienię!











Zmieniło się
natomiast SLD. Sojusz zmurszał tak jak zmurszała polska demokracja.
Politycy SLD już od kilku lat zabiegają wyłącznie o swoje
interesy i interesy mainstreamowych wyborców, zapominając, że
demokracja to nie dyktatura większości.











Świadczą o tym
także ostatnie wydarzenia: sposób kształtowania list wyborczych do
parlamentu, czy sposób, w jaki SLD potraktował procedowanie nad
ustawą o związkach partnerskich.











Sytuacja taka nie
może dłużej trwać. Nieobecność w parlamencie osób
reprezentujących środowiska mniejszości i działających w imieniu
wykluczonych powoduje utrwalanie sytuacji patologicznej dla polskiej
demokracji. Odciska się na indywidualnych losach setek tysięcy
ludzi.











Zdecydowałam się
na kandydowanie do Sejmu z list Ruchu Palikota w Krakowie, bo chcę,
aby głos ludzi wykluczonych i dyskryminowanych w polskim systemie
politycznym był słyszalny.











Bo wierzę, że
kropla drąży kamień!!!











Nie chcę marnować
swojego głosu wybierając mniejsze zło, chcę działać i głosować
zgodnie z własnym przekonaniem i wierzę, że nie będę sama.
Ludzie mają dość. Ja też.











Pracując od lat w
NGO LBGT – prowadząc fundację Trans-Fuzja, mam wrażenie, że
krzyczę pod wodą. Chcę, by mój protest przeciw dyskryminacji
mniejszości seksualnych i osób transpłciowych był słyszalny na
powierzchni.












Ruch Palikota daje
tę szansę. Wykorzystam ją.


  • RSS