annagrodzka blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2011

Kiedy byłam
mała – byłam chłopcem.

Tak mi mówiła mama. Tak mówiły mi moje
duże okrągłe oczy, z przerażeniem wpatrzone w wiszące w
przedpokoju lustro. Tak mówiła mi pani Jadzia, która codziennie
wypijała z mamą herbatkę za herbatką, a także mała Ewa z
sąsiedztwa. Nawet Marta, której zazdrościłam jasnego jak len
warkocza, też tak mówiła. Wtedy płakałam. A więc, czy byłam
chłopcem? Byłam chłopcem!







Kiedy byłam mała – byłam
dziwnym chłopcem. Moja mama wiedziała – że dziwnym. Załamywała
ręce kupując mi wypłakaną w sklepie skakankę. Kochała mnie
nawet bardziej niż Święty Mikołaj, którego prosiłam w liście o
lalkę, a przyniósł mi pod choinkę hokejowe łyżwy i kilka
ołowianych żołnierzyków.



Kiedy byłam
mała – nie wiedziałam, że jestem szczęśliwa. Że kochałam i
byłam kochana. Tego dowiedziałam się potem.

Kiedy nadeszło „potem”, a ja nadal byłam mała, ale już nie tak mała, jak
przedtem – zrozumiałam, że jest mnie dwoje! Już nie było tak
szczęśliwie, jak przedtem, bo każde małe szczęście dzieliłam
na dwa. To było w szkole. Siedziałam wtedy w ostatniej ławce.
Sama, bo jak mówili: „w klasie jest nas nie do pary” i że „byłam najwyższa”.
Siedziałam sama. Mogłam więc wiele
myśleć, a jeszcze więcej marzyć i pragnąć. To co, że nikt nie
chciał dziewczynki takiej, jak ja, ani chłopca, takiego dziwnego.
Kiedy mazgaiłam się wyznając, że jestem i chcę być Nią,
niektórzy zaczynali mówić do mnie coś bardzo głośno, a inni
uśmiechali się do mnie smutno i pobłażliwie. Bolało. Przecież
mieli jednak rację! Przestałam tak „głupio gadać”. Od tej
pory, nie byłam już tak całkiem sama – było mnie dwoje: On, dla
innych, a Ja dla siebie. Od tej pory, mimo że mogłam kochać, nikt
nie mógł pokochać mnie. Miałam łeb zakuty w czapkę niewidkę.

W
ciemnym zakątku szafy mieszały się z kurzem moje skarby i dozgonne
tajemnice. Pamiętnik pełen uczuć i zapachów, zdobiony szlaczkiem
z wklejanych kwiatków, zdjęcia jakiejś królewny i jakiegoś
księcia, para pończoch z oczkiem, a także szminka, która gdzieś
potoczyła się i zginęła mamie. A w szkole, uczono mnie być
chłopcem. Och, jak bardzo nie lubiłam szkoły. Termometr, zbliżany
do rozgrzanej żarówki, pozwalał mi czasem zostać w domu i być
Anią. Razem z tymi wszystkimi skarbami, w ciemnym zakątku szafy
utrwaliła swoją przy mnie obecność, zazdrość. Och! Jakże
zazdrościłam dziewczętom, że sobie tak zwyczajnie były. A ja …?
Nie było mnie prawie wcale – rozczulałam się nad sobą jak głupia
i płakałam.

Tęskniłam do miłości. Mama kupiła mi
adapter Bambino. Ewa przychodziła do mnie słuchać płyt.
Puszczałam jej w kółko Beatlesów. Jej rodzice niebawem też
kupili adapter. Zdobyła skądś i powiesiła na ścianie swojego
pokoju plakat z Beatlesami. Przestała mnie odwiedzać. Potem
zobaczyłam, że twarz Lennona ozdobiła ramką czerwonego serca.
Ech! Marta zwierzyła mi się ze swojej „wielkiej miłości”.
Opowiadała o Marku wtulając raz po raz swoją śliczną buzię w
jego zdjęcie. Nawet nie wiecie, jak on cudownie dośrodkował piłkę.
Mistrz! Któregoś dnia zauważyłam, że obrastałam na nogach
włosem. Zwymiotowałam! Kochałam Martę. Przypięłam pinezkami jej
warkocz do swojej ławki, zanim została poproszona do tablicy.
Nienawidziłam piłki nożnej i Marka. Nienawidziłam wszystkich
facetów, a przede wszystkim siebie. „Jestem Anią” powtarzałam
cicho, wpłakując słowa w poduszkę – czy ktoś o tym
wie?!

Weszłam na stół. Tylko tak mogło mi się udać
sięgnąć po położoną przez mamę na szczycie regału książkę
o intrygującym tytule: „Seksuologia”. Taaak… czytałam! Nie
jestem zoofilem, koprofilem, sakrofilem. Hm. Jestem chyba
transwestytą… W dobrych radzieckich szpitalach, leczono to
lobotomią – przecięciem połączenia lewej i prawej półkuli mózgu
- lub prądem. Postanowiłam sama zabić w sobie Anię. Bardzo długo
umierałam.

Kiedy zostałam mężczyzną, byłam ładnym
chłopcem. Rozsiewałam nuty poezji, delikatne ciepło i smutek. Ta
dziewczyna dostrzegła to i doceniła. A ja? Jakże nie miałam nie
zauważyć całej tony kobiecego uroku, piękna i pobłyskującej
ponętnie inteligencji Śnieżynki. Zakochałam się. W
przytuleniach, uściskach rąk i gorących słowach, rozpływałyśmy
się. Unosiłyśmy się nad ziemią do tego stopnia, że dla niej i
dla mnie ciekawość ciała prawie nie miała znaczenia. To była
śliczna biała miłość. Dawałyśmy sobie czułość zamiast seksu
i miłosną przyjaźń. Mogłam kochać ją całą sobą. On, we
mnie, był jej księciem. A ja – Ania, bardzo kochałam, ale nie
mogłam nawet marzyć o jej miłości. Dla niej, nie było mnie –
nie wiedziała, że jestem.

Z wielkiego świata, z kosmosu,
pojawiło się nowe dla mnie słowo: transseksualizm.
Pomyłka
natury. Kobieta w męskim ciele. Eureka, euforia, szaleństwo! Jedno
słowo przewróciło mój świat, niebem do ziemi. Dowiedziałam się,
że moje marzenie może stać się rzeczywistością. Tak! Jestem
transseksualistką i mogę „się leczyć” – mogę zostać
kobietą. Tak orzekli lekarze. Teraz będę mogła żyć, oddychać,
być. Nie jestem zbokiem! Mam prawo do światła i przestrzeni! Mogę
nie tylko kochać, ale i być kochana. Ja! Taka, jaką jestem. Mogę
…? Czy mogę? Czy mogę być sobą? Tak bardzo tego chciałam – być
sobą! Ale ja, to także wszystkie moje relacje ze światem – moja
miłość, moje zobowiązania, moje lęki i fobie.

Jednak
teraz kiedy stałam się sobą – Anią, jestem wolna od własnych
zwątpień i lęków. Prysły. A więc były ze świata, który
zostawiłam za sobą. Odpięłam kotwice i z ulgą zostawiłam je w
mule. Płynę, dryfuję, staram się postawić żagle. Dokąd? Nie
wiem! Ale wiem, że płynę własnym kursem. Nie da się wszak
przeżyć szczęśliwie życia „nie własnego”.

Opis filmu


Kamera towarzyszy Annie Grodzkiej, transseksualistce i
prezesce fundacji Transfuzja, w jednym z najważniejszych momentów jej
życia – prawnej zmianie płci.

Anna Grodzka urodziła się w ciele mężczyzny i przez kilkadziesiąt lat
próbowała tak żyć. Mężczyzna, którym była do 2009 roku, ożenił się,
został ojcem. Nie potrafił jednak w pełni cieszyć się życiem. Jako
dojrzały mężczyzna, ojciec dorosłego syna, postanowił rozpocząć
długotrwały proces zmiany płci. Ekipa towarzyszy Annie w ważnych
momentach jej drogi ku kobiecości – na sali sądowej, w klinice w
Bangkoku, gdzie przechodzi operację, ale też w zwykłych, codziennych
chwilach: gdy rozmawia z synem, robi zakupy, odwiedza fryzjera, pracuje w
fundacji. Anna jest otoczona ludźmi, którzy pomagają jej przejść przez
trudny proces zmiany.

Dokument produkcji HBO Central Europe wyreżyserował Sławomir Grünberg,
producent, reżyser i operator filmów dokumentalnych, absolwent łódzkiej
filmówki. W latach osiemdziesiątych wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Do
tej pory zrealizował ponad 40 filmów dokumentalnych, m. in. Borderline.
People versus Eunice Baker czy Fenceline: A Company Town Divided.
Grünberg jest laureatem prestiżowych nagród przyznawanych na festiwalach
w San Francisco czy Vermont. Za film School Prayer: A Community at War
został nagrodzony statuetką Emmy.

Muzykę do Trans-akcji skomponował
znany amerykański twórca Philip Glass, nominowany do Oscara za
kompozycje do filmu Kundun – życie Dalaj Lamy.

Drugim reżyserem i
montażystką filmu jest Katka Reszke.

Zdecydowałam się
na kandydowanie do Sejmu z list Ruchu Palikota w Krakowie, bo chcę,
aby głos ludzi wykluczonych i dyskryminowanych w polskim systemie
politycznym był słyszalny.

Całe swoje świadome życie
miałam przekonania lewicowe. Wiele lat byłam wyborcą SDRP, a potem
SLD. Ale nie tylko głosowałam na lewicę, ale również aktywnie
pracowałam dla partii nie zabiegając o partyjne funkcje. 












Robiłam to dopóki
byłam przekonana, że moja praca umacnia lewicowy punkt widzenia i
lewicowe wartości. Nie zmieniłam przekonań i nigdy nie zmienię!











Zmieniło się
natomiast SLD. Sojusz zmurszał tak jak zmurszała polska demokracja.
Politycy SLD już od kilku lat zabiegają wyłącznie o swoje
interesy i interesy mainstreamowych wyborców, zapominając, że
demokracja to nie dyktatura większości.











Świadczą o tym
także ostatnie wydarzenia: sposób kształtowania list wyborczych do
parlamentu, czy sposób, w jaki SLD potraktował procedowanie nad
ustawą o związkach partnerskich.











Sytuacja taka nie
może dłużej trwać. Nieobecność w parlamencie osób
reprezentujących środowiska mniejszości i działających w imieniu
wykluczonych powoduje utrwalanie sytuacji patologicznej dla polskiej
demokracji. Odciska się na indywidualnych losach setek tysięcy
ludzi.











Zdecydowałam się
na kandydowanie do Sejmu z list Ruchu Palikota w Krakowie, bo chcę,
aby głos ludzi wykluczonych i dyskryminowanych w polskim systemie
politycznym był słyszalny.











Bo wierzę, że
kropla drąży kamień!!!











Nie chcę marnować
swojego głosu wybierając mniejsze zło, chcę działać i głosować
zgodnie z własnym przekonaniem i wierzę, że nie będę sama.
Ludzie mają dość. Ja też.











Pracując od lat w
NGO LBGT – prowadząc fundację Trans-Fuzja, mam wrażenie, że
krzyczę pod wodą. Chcę, by mój protest przeciw dyskryminacji
mniejszości seksualnych i osób transpłciowych był słyszalny na
powierzchni.












Ruch Palikota daje
tę szansę. Wykorzystam ją.


  • RSS